Autor Wątek: Jak pracują freelancerzy?  (Przeczytany 4325 razy)

Offline Vault 11th

  • Użytkownik

# Styczeń 21, 2017, 18:19:21
To akurat nie jest dorosłość, tylko różnorodność. Różni ludzie mają różne możliwości adaptacji do różnych warunków. Dla jednych ludzi warunki, jakie opisujesz, Reg, nie są przeszkodą nie do przeskoczenia, dla innych lepszą opcją wydaje się nawet samobójstwo niż takie życie.

Offline Mr. Spam

  • Miłośnik przetworów mięsnych

Offline DanielMz25

  • Użytkownik

# Styczeń 22, 2017, 18:32:02
Samobójstwo nigdy nie jest lepszą opcją. Samobójstwo to jest właśnie niedojrzałość i egoizm.

Offline Rakieta

  • Użytkownik

  • +1
# Styczeń 22, 2017, 20:21:06
Jak napisał Vault. Różni ludzie mają różne zajęcia i charaktery, inaczej reagują na te same warunki. Tak jak mają również inne plany na swoje życie.

Rozmawiałem na temat mieszkania z wieloma osobami. Większość mi mówiła, że jeśli w mojej sytuacji mieliby wybierać między: własna firma z mieszkaniem w domu / etat, wynajęta kawalerka w innym mieście, to wybraliby to drugie. To zrozumiałe, po pierwsze mało kto decyduje się na własną działalność, po drugie każdy pragnie samodzielności.

I choć jeden koleżka zapraszał mnie do siebie już srylion razy, gdzie zarobki są większe i życie droższe, ja ostatecznie patrzę na to inaczej. Mi się to nie opłaca. Praca powinna być narzędziem, kluczem w drodze ku realizacji planów, a nie celem samym w sobie. Tak sądzę :)

Gdyby lokal można było wynająć na okres miesiąca/dwóch, już bym spróbował. Ale do tej pory nie udało mi się dogadać z nikim dogadać. Jak tylko uzbieram troszkę kasy będę znów wydzwaniał :)

EDIT, przypadkiem odwróciłem sens wypowiedzi, poprawione.
« Ostatnia zmiana: Styczeń 22, 2017, 21:24:04 wysłana przez Rakieta »

Offline Vault 11th

  • Użytkownik

# Styczeń 22, 2017, 21:14:43
Samobójstwo nigdy nie jest lepszą opcją. Samobójstwo to jest właśnie niedojrzałość i egoizm.
Niedojrzałością jest raczej zakładanie, że wszyscy patrzą na świat tak samo jak ty, a jeśli nie patrzą tak samo, to powinni. Do czego prowadzi wiara w jeden 'prawdziwy' podział na dobro i zło nie trzeba chyba mówić.

Offline mwojt

  • Użytkownik

  • +1
# Styczeń 22, 2017, 21:54:17
Wydaje mi się że brak chęci do pracy może być również wynikiem jakiejś biochemii mózgu. Brak snu, niedotlenienie albo zła dieta, za mało światła albo ciepła. Często tak mam że przez miesiąc mam natchnienie i pisanie programów bardzo dobrze mi idzie a później się wypalam, zastanawiam się czy czasem nie zapisywać co jadłem albo prowadzić jakiś dziennik żeby wpaść na trop co powoduje takie napady weny twórczej. Ostatnio jak dobrze mi się kodziło brałem chyba witaminę b-complex muszę jeszcze raz to sprawdzić.

Offline DanielMz25

  • Użytkownik

  • +1
# Styczeń 22, 2017, 22:57:03
Wydaje mi się że brak chęci do pracy może być również wynikiem jakiejś biochemii mózgu. [...]zastanawiam się czy czasem nie zapisywać co jadłem albo prowadzić jakiś dziennik żeby wpaść na trop co powoduje takie napady weny twórczej.

To faktycznie ma sporo sensu co mówisz. W dzisiejszych czasach kiedy mamy nadmiar żywności, do tego niezdrowej, kontrolowanie siebie może być faktycznie zbawienne dla naszej wydajności. Też kiedyś zapisywałem co jem, niestety szybko się w tym zapisywaniu zniechęciłem, ale chyba jeszcze raz spróbuję. Swoją drogą, jeśli będziesz zapisywać, to możesz się podzielić efektami swoich "badań".
Moja kochana mama interesuje się trochę medycyną naturalną i poleciła mi cynamon, goździki, gałkę muszkatałową i kardamon, ponoć ma wspomagać pracę mózgu i mówcie co chcecie (placebo?) ale mi pomaga.

Niedojrzałością jest raczej zakładanie, że wszyscy patrzą na świat tak samo jak ty, a jeśli nie patrzą tak samo, to powinni. Do czego prowadzi wiara w jeden 'prawdziwy' podział na dobro i zło nie trzeba chyba mówić.

Nie oceniam ludzi którzy popełniają samobójstwo, nie wiem czy w ich przypadku dałbym sobie radę, być może nie. Nie mniej jeśli ludzie w obozach zagłady i na zsyłce potrafili wziąć się w garść i walczyć o życie. Jeśli ludzie potrafili sami iść na ochotnika do obozów śmierci żeby organizować w środku ruch oporu. To jak teraz mam nazwać człowieka który strzela sobie w łeb bo nie ma "dobrych warunków pracy"? Określenie "niedojrzały" wydaje mi się nie jest jakieś mocno krzywdzące, sam się uważam za człowieka trochę rozpieszczonego, ale to że teraz prawie wszyscy mężczyźni są nie w pełni męscy nie jest powodem do tego żeby uznawać to za jakiś standard i nie nazywać rzeczy po imieniu.
A słowo "egoizm". Tak uważam że samobójstwo to egoizm, ponieważ nie popełnia się harakiri, aby służyć komuś, tylko dla siebie. Dla skrócenia swojego bólu, zmycia swojej wyimaginowanej plamy na honorze. Gdyby ten głupi samuraj nie robił sobie z bebechów kaszanki, mógłby jeszcze służyć swoimi zdolnościami na niejednym polu walki, czy też w jakikolwiek inny sposób. Kończąc ze sobą, daje tylko pokaz swoich problemów z logicznym myśleniem.

Po opublikowaniu "Cierpień Młodego Wertera" wielu biednych głupców poszło w jego ślady. To pokazuje jak bardzo akceptacja samobójstwa i mówienie o nim jako o czymś cool sprawia że ludzie się decydują na ten idiotyczny krok. Czytałem kiedyś że od samobójstw ginie więcej ludzi niż od wypadków samochodowych. Dlatego kiedy ktoś pisze o tym uciekaniu od problemów jak o jakiejś sensownej alternatywie, to to mnie wkurza. Jak jest ciężko, to popatrz na tych co mają ciężej i weź się w garść zamiast użalać się nad sobą. Wtedy będziesz godny naśladowania, nawet jeśli przegrasz, bo walczyłeś. Tyle w temacie.

Aaaaa: "Do czego prowadzi wiara w jeden 'prawdziwy' podział na dobro i zło nie trzeba chyba mówić." to chyba raczej odwrotnie... Wiara w brak obiektywnego dobra prowadzi do wielu wynaturzeń.
To Fryderich Nietzsche twierdził że dobro jest rzeczą czysto subiektywną. A że na jego filozofii opierał się niemiecki faszyzm, to chyba mówić nie trzeba.
« Ostatnia zmiana: Styczeń 23, 2017, 00:29:25 wysłana przez DanielMz25 »

Offline Vault 11th

  • Użytkownik

  • +1
# Styczeń 23, 2017, 00:48:12
"Ciężar" problemów również nie jest obiektywny, i wybacz, ale dla niektórych osób wyjście do sklepu, w którym będą na nich patrzeć inni ludzie, jest znacznie większym problemem niż umieranie w Auschwitz. Oczywiście nie zrozumie tego ktoś, kto poznał już wszystko i w dodatku wszystko mierzy jedną miarą. Gorzej, że młodsi i mniej doświadczeni niepotrzebnie wzorują się na takich mędrcach, szukając problemów nie tam, gdzie leżą, a tam, gdzie wskazuje je im papież, wódz czy ktoś-tam inny. No bo skoro wszyscy chodzą do pracy, to znaczy, że jesteś leniem i pasożytem, jeśli nie chodzisz, nie? Ale w takim razie, czy jeśli nie rozumiesz równań różniczkowych, to znaczy to, że jesteś kompletnym idiotą? Przecież inni byli w stanie się nauczyć. Wstaw sobie zamiast RR cokolwiek, w czym nie jesteś dobry, następnie każdy powód tego stanu rzeczy nazwij wymówką wynikającą z egoizmu (być może dzięki lepszej znajomości matematyki ułatwiłbyś życie współpracownikom, ale wolałeś oglądać "Grę o tron"), niedojrzałości (to bardzo nieodpowiedzialne nie rozumieć mechaniki kwantowej) oraz nadmiernego subiektywizmu (wszyscy wiedzą, że krzywe eliptyczne są bardzo ważne; niedorzecznie jest uważać inaczej).

Offline Rakieta

  • Użytkownik

  • +1
# Styczeń 23, 2017, 01:51:02
Niestety w teraźniejszym świecie znaleźć możemy bardzo dużo złych wzorców. Skomplikowany problem. Nastolatki uczą się, że trzeba jak najszybciej stracić dziewictwo bo to obciach, a jak nie to chociaż pociąć się lub myśleć o samobójstwie. Okres dojrzewania przebiega już trochę inaczej, głównie w samotności i łatwo się domyśleć, że niektórym urazy pozostają pewnie do końca życia.

Z drugiej strony dominują nas mniejszości. Większości i zwykli ludzie nie mają po co wychodzić na ulice z transparentami, przez co o nich często się zapomina. Przez edukację różnych źródeł zwiększa się zatem tolerancja. Tolerancja do mniejszości. Tolerancja do słabości.

Ale nie będę się zagłębiał, bo wyjdę na rasistę :) Popieram nazywanie rzeczy po imieniu, bo to właśnie uczy co jest dobre, a co nie. Nie wiadomo czy jest życie po śmierci. Powinniśmy więc robić wszystko, by to obecne trwało jak najdłużej, zamiast je skracać.

-

@Vault - tu pojawia się inna kwestia. Tych równań nie musimy ogarniać. Nawet nie wiem co to jest, a nazywam siebie programistą. Natomiast musimy jeść i każda osoba powinna być w stanie wyjść do ludzi i być samodzielna, bo to podstawa do przeżycia. Jeśli ktoś operuje swoim budżetem, a nie potrafi dodawać i odejmować, posiada sprawny umysł, ale nie chce się nauczyć podstawowych działań, to chyba możemy go nazwać kompletnym idiotą. Miałem takiego w zakładzie kiedyś - mówił dwadzieścia tysięcy, ale nie wiedział jak to zapisać. Grał w lotka, a gdyby wygrał to nawet nie wiedziałby ile.

Wbrew pozorom, leń i pasożyt może zmotywować bardziej niż definicja depresji na Wikipedii. Długo myślałem na ten akurat temat i uważam, że gdybyśmy jasno oddzielali stan normalny od nienormalnego, oraz osobowość silną, od słabej, czyli ustalali jasny wzorzec jak żyć by żyć dobrze, ludzie częściej wierzyliby w możliwość wyjścia z trudnej sytuacji, zamiast w utwierdzenie "tak jestem w trudnej sytuacji i trudno mi się z niej wydostać".

Ale to już moje przemyślenia. Według mnie dzisiaj uczymy się tolerancji, definicji, wyjątków i syndromów przez co wydaje nam się, że wszystko co ludzkie jest normalne. A ludzie naprawdę silni i nietolerancyjni dzięki temu nas wykorzystują.
« Ostatnia zmiana: Styczeń 23, 2017, 01:52:38 wysłana przez Rakieta »

Offline DanielMz25

  • Użytkownik

# Styczeń 23, 2017, 04:23:15

"Ciężar" problemów również nie jest obiektywny, i wybacz, ale dla niektórych osób wyjście do sklepu, w którym będą na nich patrzeć inni ludzie, jest znacznie większym problemem niż umieranie w Auschwitz.
Zdarza się i tak. Nie mniej jeśli ktoś ma taki problem to jest to problem i należy go rozwiązywać a nie użalać się nad sobą, bo to do niczego nie prowadzi.

Oczywiście nie zrozumie tego ktoś, kto poznał już wszystko i w dodatku wszystko mierzy jedną miarą.
Uwierz mi, zrozumie. Sam bywam zapatrzonym w siebie egoistą i nieraz użalam się nad sobą. Ale to nie znaczy że to jest dobre. Trzeba wstać, wziąć się w garść i iść dalej. Tak robią mężczyźni, a dzieci szukają wymówek.

Gorzej, że młodsi i mniej doświadczeni niepotrzebnie wzorują się na takich mędrcach, szukając problemów nie tam, gdzie leżą, a tam, gdzie wskazuje je im papież, wódz czy ktoś-tam inny.
Teraz nie rozumiem? Czyli jeśli ktoś młody i niedoświadczony pyta starszego to to jest złe? Idiotyzmem jest odrzucanie wiedzy starszych i przodków. Nie po to tyle pokoleń przeżywało pewne problemy żeby teraz ich potomkowie wchodzili w to samo gówno.  Nie uważam oczywiście że należy słuchać mądrzejszych bez zastanowienia. Nie mniej człowiek potrzebuje krytyki i autorytetów. Ponieważ jako istota naturalnie egoistyczna nie widzi własnych wad.

No bo skoro wszyscy chodzą do pracy, to znaczy, że jesteś leniem i pasożytem, jeśli nie chodzisz, nie?
Możesz nie chodzić bo nie możesz/nie umiesz. Nie koniecznie oznacza to że jesteś leniem i pasożytem. Ale jeśli berzesz coś od innych i nie próbujesz nawet dać nic od siebie... To tak. Jesteś leniem, egoistą i pasożytem. Weź się w garść i spróbuj to zmienić.

Ale w takim razie, czy jeśli nie rozumiesz równań różniczkowych, to znaczy to, że jesteś kompletnym idiotą? Przecież inni byli w stanie się nauczyć.
Nie koniecznie kompletnym idiotą, ale geniuszem też nie jesteś.

Wstaw sobie zamiast RR cokolwiek, w czym nie jesteś dobry, następnie każdy powód tego stanu rzeczy nazwij wymówką wynikającą z egoizmu (być może dzięki lepszej znajomości matematyki ułatwiłbyś życie współpracownikom, ale wolałeś oglądać "Grę o tron"), niedojrzałości (to bardzo nieodpowiedzialne nie rozumieć mechaniki kwantowej) oraz nadmiernego subiektywizmu (wszyscy wiedzą, że krzywe eliptyczne są bardzo ważne; niedorzecznie jest uważać inaczej).
To zdanie jest skrajnie tendencyjne i nacechowane emocjonalnie :/ Nikt nie może robić wszystkiego. Nie każdy może być najlepszy, każdy ma inne talenty. Każdy żyje w innym miejscu. Każdy ma inne warunki bytowe. Ale każdy ma też wybór, czy siądzie i będzie płakać, czy też zapomni o swoich problemach weźmie się w garść i wyciśnie swój maks, z tego co dostał. Nawet jeśli dla kogoś bardziej utalentowanego, ten jego maks będzie wyglądał żałośnie. To jest to zwycięstwo człowieka nad samym sobą, coś co warto naśladować, coś dla czego warto żyć. Jeśli dasz swój maks światu, bliskim, ojczyźnie... To jest wartość, a nie kula w łeb i po kłopocie.

Offline Vault 11th

  • Użytkownik

  • +1
# Styczeń 23, 2017, 13:43:57
@Vault - tu pojawia się inna kwestia. Tych równań nie musimy ogarniać. Nawet nie wiem co to jest, a nazywam siebie programistą. Natomiast musimy jeść i każda osoba powinna być w stanie wyjść do ludzi i być samodzielna, bo to podstawa do przeżycia. Jeśli ktoś operuje swoim budżetem, a nie potrafi dodawać i odejmować, posiada sprawny umysł, ale nie chce się nauczyć podstawowych działań, to chyba możemy go nazwać kompletnym idiotą. Miałem takiego w zakładzie kiedyś - mówił dwadzieścia tysięcy, ale nie wiedział jak to zapisać. Grał w lotka, a gdyby wygrał to nawet nie wiedziałby ile.

Wbrew pozorom, leń i pasożyt może zmotywować bardziej niż definicja depresji na Wikipedii. Długo myślałem na ten akurat temat i uważam, że gdybyśmy jasno oddzielali stan normalny od nienormalnego, oraz osobowość silną, od słabej, czyli ustalali jasny wzorzec jak żyć by żyć dobrze, ludzie częściej wierzyliby w możliwość wyjścia z trudnej sytuacji, zamiast w utwierdzenie "tak jestem w trudnej sytuacji i trudno mi się z niej wydostać".

Ale to już moje przemyślenia. Według mnie dzisiaj uczymy się tolerancji, definicji, wyjątków i syndromów przez co wydaje nam się, że wszystko co ludzkie jest normalne. A ludzie naprawdę silni i nietolerancyjni dzięki temu nas wykorzystują.
Ale to jest właśnie sedno tego o czym piszę - na jednych zadziała "near death experience", a innych publicznych obciach, na kogoś innego nazywanie leniem itd. - ale nie ma jednej, uniwersalnej metody (póki co), która potrafiłaby zmienić życie każdego na lepsze. Znam jedną, która jest blisko, ale nie mogę o niej pisać. Tak czy owak, kluczowe są dwie rzeczy: robić coś inaczej, niż do tej pory; i niekoniecznie robić to, co robią wszyscy.

Co do twojego przykładu, to jednak konkluzja wynika tylko z patrzenia przez pryzmat twojego stanu umysłu. Każdy może mieć absolutnie dowolne motywacje. Nikt nie musi też jeść. Znajomość arytmetyki tym bardziej nie jest konieczna do przeżywania życia - tak jak można z powodzeniem być przez 40 lat kierowcą nie rozumiejąc za bardzo praw fizyki. Arytmetyka może mieć dla ciebie wartość, dla kogoś innego nie musi mieć żadnej. Lud Piraha zna dwa liczebniki, czy ich życia są obiektywnie gorsze od naszych? Nie wiem, czy warto posuwać się do takich stwierdzeń, więc się nie posuwam.

Zdarza się i tak. Nie mniej jeśli ktoś ma taki problem to jest to problem i należy go rozwiązywać a nie użalać się nad sobą, bo to do niczego nie prowadzi.
Uwierz mi, zrozumie. Sam bywam zapatrzonym w siebie egoistą i nieraz użalam się nad sobą. Ale to nie znaczy że to jest dobre. Trzeba wstać, wziąć się w garść i iść dalej. Tak robią mężczyźni, a dzieci szukają wymówek.
No, ale teraz piszesz coś innego niż przedtem. Doświadczanie problemów jest subiektywne, każdy robi to inaczej. Że nie należy się użalać, to najczęściej prawda - zadawanie pytań to jednak zwykle nie jest użalanie się, no chyba że jest to kokieteria. Wprowadzając jednak do równania "obozy koncentracyjne" wyznaczyłeś hierarchię wartościowania problemów, jakby istniały obiektywne wydarzenia sprawiające, że problemy danego delikwenta nie są wcale problemami, bo "tamci mieli gorzej". Niekoniecznie mieli.

Zastanawia mnie jednak, skąd bierzesz to przekonanie, że "trzeba wziąć się w garść i iść dalej". Wcale nie trzeba. Można umrzeć z głodu. Również implikacja "jeśli tak nie robisz, to nie jesteś prawdziwym mężczyzną", wygląda na bezpodstawne stwierdzenie.

Cytuj
Teraz nie rozumiem? Czyli jeśli ktoś młody i niedoświadczony pyta starszego to to jest złe? Idiotyzmem jest odrzucanie wiedzy starszych i przodków. Nie po to tyle pokoleń przeżywało pewne problemy żeby teraz ich potomkowie wchodzili w to samo gówno.  Nie uważam oczywiście że należy słuchać mądrzejszych bez zastanowienia. Nie mniej człowiek potrzebuje krytyki i autorytetów. Ponieważ jako istota naturalnie egoistyczna nie widzi własnych wad.
Miałem wrażenie, że odrzucasz właśnie zadawanie pytań i kwestionowanie odpowiedzi, o których "wszyscy wiedzą, że jest tak i tak". Zgadzam się zatem co do jednego, że ślepa wiara w cokolwiek jest zazwyczaj głupia.

Cytuj
Możesz nie chodzić bo nie możesz/nie umiesz. Nie koniecznie oznacza to że jesteś leniem i pasożytem. Ale jeśli berzesz coś od innych i nie próbujesz nawet dać nic od siebie... To tak. Jesteś leniem, egoistą i pasożytem. Weź się w garść i spróbuj to zmienić.
No właśnie, i ja nie widzę niczego złego w byciu leniem, egoistą i pasożytem, tak na marginesie. Każdy może sobie żyć jak chce i żadne życie nie jest lepsze i gorsze - dla mnie, oczywiście, można uważać inaczej.

Cytuj
Nie koniecznie kompletnym idiotą, ale geniuszem też nie jesteś.
To zdanie jest skrajnie tendencyjne i nacechowane emocjonalnie :/ Nikt nie może robić wszystkiego. Nie każdy może być najlepszy, każdy ma inne talenty. Każdy żyje w innym miejscu. Każdy ma inne warunki bytowe. Ale każdy ma też wybór, czy siądzie i będzie płakać, czy też zapomni o swoich problemach weźmie się w garść i wyciśnie swój maks, z tego co dostał. Nawet jeśli dla kogoś bardziej utalentowanego, ten jego maks będzie wyglądał żałośnie. To jest to zwycięstwo człowieka nad samym sobą, coś co warto naśladować, coś dla czego warto żyć. Jeśli dasz swój maks światu, bliskim, ojczyźnie... To jest wartość, a nie kula w łeb i po kłopocie.
No ale znowu wprowadzasz tu założenie, jakoby "dawanie światu", "jest wartość" (ciekawe, jak ją zmierzyć) były jakimiś absolutnie dobrymi rzeczami. Nie muszą być, można być człowiekiem i mieć w dupie świat. Ty uważasz, że to coś złego - ok, masz do tego prawo. Ale z twoich wypowiedzi wynika, że jest to jakieś uniwersalne prawo kosmosu, ja natomiast kwestionuję to założenie, bo moim zdaniem jest ono całkowicie bezpodstawne.

Dodam na koniec, że może wydawać ci się, że jestem skrajnym relatywistą, ale tak nie jest. Jestem pod tym względem agnostykiem - może i istnieje absolutna prawda na dowolny temat, może nawet da się ją znaleźć i w jakiś sposób potwierdzić (nie wiem, może np. przez bezpośrednie doświadczenie), ale nie widzę póki co żadnych przesłanek, który by na to wskazywały. Dostrzegam natomiast wszędzie, że ludzka percepcja w każdym aspekcie zależy głównie od obserwatora. Może być też tak, że jest to specyfika mojej percepcji i widzę wszystko "niewłaściwie". M.in. dlatego próbuję rozmawiać na ten temat tutaj i gdzie indziej, rozmowa czasem jest dobrym impulsem zmieniającym sposób postrzegania. Ale póki co, do niczego mnie nie przekonałeś.

Offline DanielMz25

  • Użytkownik

  • +1
# Styczeń 23, 2017, 15:41:12
Ale to jest właśnie sedno tego o czym piszę - na jednych zadziała "near death experience", a innych publicznych obciach, na kogoś innego nazywanie leniem itd. - ale nie ma jednej, uniwersalnej metody (póki co), która potrafiłaby zmienić życie każdego na lepsze. Znam jedną, która jest blisko, ale nie mogę o niej pisać. Tak czy owak, kluczowe są dwie rzeczy: robić coś inaczej, niż do tej pory; i niekoniecznie robić to, co robią wszyscy.
Zgadzam się, dlatego dążenie do prawdy jest moim zdaniem dobrem obiektywnym.

Co do twojego przykładu, to jednak konkluzja wynika tylko z patrzenia przez pryzmat twojego stanu umysłu. Każdy może mieć absolutnie dowolne motywacje. Nikt nie musi też jeść. Znajomość arytmetyki tym bardziej nie jest konieczna do przeżywania życia - tak jak można z powodzeniem być przez 40 lat kierowcą nie rozumiejąc za bardzo praw fizyki. Arytmetyka może mieć dla ciebie wartość, dla kogoś innego nie musi mieć żadnej. Lud Piraha zna dwa liczebniki, czy ich życia są obiektywnie gorsze od naszych? Nie wiem, czy warto posuwać się do takich stwierdzeń, więc się nie posuwam.
Też się zgadzam, nie uważam że każdy musi być mistrzem matematyki, nie uważam że każdy musi być super inteligentny, ale uważam też że są pewne wartości obiektywne, których odrzucenie prowadzi nieuchronnie do samounicestwienia.

No, ale teraz piszesz coś innego niż przedtem. Doświadczanie problemów jest subiektywne, każdy robi to inaczej. Że nie należy się użalać, to najczęściej prawda - zadawanie pytań to jednak zwykle nie jest użalanie się, no chyba że jest to kokieteria.
Jak wyżej, uważam dążenie do prawdy za dobro obiektywne, więc zadawanie pytań także :)

Wprowadzając jednak do równania "obozy koncentracyjne" wyznaczyłeś hierarchię wartościowania problemów, jakby istniały obiektywne wydarzenia sprawiające, że problemy danego delikwenta nie są wcale problemami, bo "tamci mieli gorzej". Niekoniecznie mieli.
Mieli gorzej. Obiektywnie mieli gorzej i nawet ciężko zestawiać te dwa problemy. Nie mniej rozumiem i przyjmuję że każdy jest na innym etapie wewnętrznego rozwoju, każdy ma inne dary i talenty, i każdy inaczej radzi sobie z problemami. Nie mniej powinniśmy równać w górę a nie w dół i brak predyspozycji to tylko wymówka do poprzestania na tym co się ma. To cierpienia i trudności nas kształtują, a uciekanie przed nimi prowadzi do stagnacji. Ci sami ludzie którzy z własnej woli oddawali życie za rodzinę/przyjaciół/ojczyznę, być może nie byliby w stanie tego zrobić gdyby nie przeżyli przedtem wielu innych trudności.
Walka z przeciwnościami, chociaż jest strasznie trudna i nieraz upokarzająca, to jest jedynym sposobem dojrzewania. Ludzie kiedy żyli w trudnych czasach, dorastali szybciej.

Zastanawia mnie jednak, skąd bierzesz to przekonanie, że "trzeba wziąć się w garść i iść dalej". Wcale nie trzeba. Można umrzeć z głodu. Również implikacja "jeśli tak nie robisz, to nie jesteś prawdziwym mężczyzną", wygląda na bezpodstawne stwierdzenie.
Trzeba wziąć się w garść i iść dalej, jeśli nie jest się egoistą, z egoistycznego punktu widzenia faktycznie nieraz najlepszy jest strzał w łeb. Nie mniej jeśli spojrzymy na sprawę szerzej, to na naszym samobójstwie nie zyskuje nikt, a wszyscy tracą.

Miałem wrażenie, że odrzucasz właśnie zadawanie pytań i kwestionowanie odpowiedzi, o których "wszyscy wiedzą, że jest tak i tak". Zgadzam się zatem co do jednego, że ślepa wiara w cokolwiek jest zazwyczaj głupia.
Zgoda

No właśnie, i ja nie widzę niczego złego w byciu leniem, egoistą i pasożytem, tak na marginesie. Każdy może sobie żyć jak chce i żadne życie nie jest lepsze i gorsze - dla mnie, oczywiście, można uważać inaczej.
Tutaj się diametralnie różnimy. Gdyby wszyscy myśleli w ten sposób, ludzkość wyginęła by dawno temu. Moim zdaniem człowiek żyjący tylko dla siebie, robi krzywdę nie tylko innym ale także sobie, ponieważ zapatrzenie w siebie czyni nas słabymi i bardziej podatnymi nie tylko na problemy psychiczne/duchowe, ale nawet na choroby.
Szczerze, to nawet nie wyobrażam sobie, jak można nie czuć się źle z tym że bierzemy a nie próbujemy dać nic od siebie. Ale odczucia są całkiem subiektywne i nie są żadnym argumentem w żadnej sprawie.

No ale znowu wprowadzasz tu założenie, jakoby "dawanie światu", "jest wartość" (ciekawe, jak ją zmierzyć) były jakimiś absolutnie dobrymi rzeczami. Nie muszą być, można być człowiekiem i mieć w dupie świat. Ty uważasz, że to coś złego - ok, masz do tego prawo. Ale z twoich wypowiedzi wynika, że jest to jakieś uniwersalne prawo kosmosu, ja natomiast kwestionuję to założenie, bo moim zdaniem jest ono całkowicie bezpodstawne.
Nie jestem filozofem, ale z tego co słyszałem, to filozofia zna dwa sposoby poznawania świata(nie wiem jak to się profesjonalnie nazywa).
Arystoteles uważał że prawdę odkrywamy poprzez badanie materii (ponieważ to co widzimy, świat materialny, jest jedynym co możemy uznać za pewnik).
Z kolei Plotyn stwierdził że obiektywne jest jedynie to że On sam istnieje (stąd późniejsze Kartezjuszowe "Myślę więc jestem").
Teraz jeśli popatrzymy na świat przez pryzmat Plotyńskiego postrzegania świata, to rzeczywiście wszystko wskazuje na to, że jedynym moim celem jest robienie tak żebym miał dobrze.
Ale jeśli przyjmiemy spojrzenie Arystotelesa, to nie jesteśmy nikim wyjątkowym, szczególnym, a więc dobro staje się sumą dóbr uczynionych poszczególnym ludziom/cywilizacjom/ideom. Kalkulując w ten sposób logicznym staje się to że więcej dobra uczynimy dając innym, niż będąc egoistą.
Wydaje mi się logiczne że jeśli nie odrzucimy logikę plotyna, to wszystko co znamy nieuchronnie wskazuje na wyższość służenia innym nad służeniem tylko samemu sobie.

Dodam na koniec, że może wydawać ci się, że jestem skrajnym relatywistą, ale tak nie jest. Jestem pod tym względem agnostykiem - może i istnieje absolutna prawda na dowolny temat, może nawet da się ją znaleźć i w jakiś sposób potwierdzić (nie wiem, może np. przez bezpośrednie doświadczenie), ale nie widzę póki co żadnych przesłanek, który by na to wskazywały. Dostrzegam natomiast wszędzie, że ludzka percepcja w każdym aspekcie zależy głównie od obserwatora. Może być też tak, że jest to specyfika mojej percepcji i widzę wszystko "niewłaściwie". M.in. dlatego próbuję rozmawiać na ten temat tutaj i gdzie indziej, rozmowa czasem jest dobrym impulsem zmieniającym sposób postrzegania. Ale póki co, do niczego mnie nie przekonałeś.
Bardzo mi się podoba to że można z tobą dyskutować w sposób merytoryczny bez obrażania się. Sam nie uważam żebym znał całą prawdę i staram się cały czas do niej dążyć. Z tym że jako tradycyjny katolik nie idę sam od zera, tylko staram się podążać za mądrościami poprzednich pokoleń. Uważam że prawdą obiektywną jest Bóg i jesteśmy w stanie go poznać, jeśli z pokorą będziemy szukać, uznając własne umysłowe ograniczenia (nie jesteśmy w końcu doskonali).

Offline Rakieta

  • Użytkownik

  • +1
# Styczeń 23, 2017, 19:56:11
Co do twojego przykładu, to jednak konkluzja wynika tylko z patrzenia przez pryzmat twojego stanu umysłu. Każdy może mieć absolutnie dowolne motywacje. Nikt nie musi też jeść.

Wszystko co chcę napisać teraz już napisałem wcześniej, ale i tak chciałem to troszkę podbić w krótszej wypowiedzi. Jeśli zakładamy, że nikt nie musi jeść, to rzeczywiście wtedy można być bardziej przychylnym temu co piszesz. To jednak nie jest poprawne.

Jak napisał Daniel, są pewne podstawowe wartości wymagane dzisiaj do godnego życia, przetrwania, odnalezienia się we współczesnym świecie. Jeśli ktoś czuje się dobrze z myślą, że może umrze z głodu to wcale nie znaczy, że jest szczęśliwym człowiekiem. To znaczy, że ma zaburzenie psychiki i powinien jak najszybciej otrzymać pomoc. Jeśli ktoś czuje się dobrze bez podstaw matematyki, których uczą w klasach 0-3 podstawówki, to wcale nie znaczy, że jest "mądry inaczej", tylko, że jest głupi jak niewielu.

Ale to jest właśnie sedno tego o czym piszę - na jednych zadziała "near death experience", a innych publicznych obciach, na kogoś innego nazywanie leniem itd. - ale nie ma jednej, uniwersalnej metody (póki co), która potrafiłaby zmienić życie każdego na lepsze.

Zgadzam się. Dlatego (skoro jesteśmy przy psychologii) jeden psycholog rzadko pomaga, gdyż jego metoda może do nas nie trafiać i tylko pogorszy stan rzeczy. Mówiąc o tym miałem na myśli pewne zjawisko, które zauważam od dłuższego czasu. Bo od kilku miesięcy często spotykam słowo "depresja". Otóż na jednej ze stron o sztuce typu digart/deviantart, coś takiego, zauważyłem zdjęcie z napisem "Jeśli myślisz, że wiesz co czuję, to się mylisz". Nie pamiętam słowo w słowo, ale wiedziałem już, że ktoś brnie do depresji. Zajrzałem na profil i zauważyłem dziesiątki takich zdjęć i powiedzonek, a pod zdjęciami był prowadzony blog. Osoba - najwyraźniej - z depresją opisywała jak bardzo źle się czuje dzisiaj, wczoraj, miesiąc temu.

Zdawało mi się, że to osoba w okresie dojrzewania, przesiąknięta internetem. Widząc jak wiele ma tych zdjęć postanowiłem zagadać. Nie po to by jej pomóc, bo co to za pomoc przez internet, miałem pytanie: Czy nie sądzisz, że wrzucając takie zdjęcia sprawiasz, że promujesz depresję wśród społeczności, zamiast walczyć, dodawać innym sił i nadziei w jej pokonaniu? Może lepsze byłyby tytuły "Wstańmy razem", albo "Kolejny dzień walki z depresją", a nie "Znowu dno".

Dostałem odpowiedź, że nie wiem o czym mówię i to tak nie działa. Bardzo rzeczowo. Miałem wrażenie, że przeczytałem definicję z jakiegoś bloga albo wikipedii.

To ja na to, że znam kogoś kto walczył z depresją, pomogła mu zwykła świadomość, że jego stan nie jest normalny, a wieczny smutek to nie jego cecha charakteru zapisana we krwii, tylko problem, który trzeba rozwiązać. Dlatego nie podoba mi się, że ktoś nie dość, że nie próbuje pomóc sobie, to jeszcze wrzuca zdjęcia mające utwierdzić inne osoby, że ich ciężar jest ponad ich siły.

I znów dostałem tą samą odpowiedź. Że nie mam pojęcia, tym razem już rzeczywiście pojawił się jakiś cytat. I pare wyzwisk w moją stronę, bo osoba była gotowa za wszelką cenę bronić swoją depresję, zamiast próbować się z niej wydostać.

Od tamtej pory obserwuję to. Nie mówimy nigdy jak walczyć, bo nie ma jednego złotego środka. Ale co gorsza nie mówimy nawet, że trzeba walczyć. A najgorszy jest przecież brak świadomości, że można, że trzeba próbować. To jak chodzenie z gilem na twarzy. Niby nic, czuję się dobrze, ale gdybym wiedział, że mam na twarzy gila, to bym go wytarł i nie robił sobie wstydu. I jak na zawołanie następnego dnia był chyba światowy dzień depresji, w wiadomościach zobaczyłem artykuł na ten temat. 3 minuty nawijania jak trudno, jaka to fatalna sytuacja... Ani słowa typu "możesz".

Brak świadomości, że coś jest nie tak, to właśnie wmawianie sobie, że coś jest normalne, a nawet pozytywne. "Lubię samotność". To nie powinno zmieniać faktu, że choroby psychiczne nie bez powodu nazywane są chorobami, a człowiek nie powinien być samotny.

Uważam, że każdy człowiek ma w życiu ciężki problem z którym musi się zmagać. Raz to, innym razem tamto. Nie ma ludzi bez nich. Prawdziwy kłopot jest wtedy, gdy ktoś pozwala mu niszczyć siebie. Dlatego samobójstwo to żadne wyjście, to po prostu błąd, a z każdego dołka da się wygramolić z pomocą innych i to powinno mówić się zawsze i wszędzie. Nic innego.

(Wybaczcie mój tandetny język i pomyłki. Jak już wiecie mam ograniczoną ilość czasu i nie jestem w stanie dokładnie sprawdzić tego co piszę)
« Ostatnia zmiana: Styczeń 23, 2017, 19:58:48 wysłana przez Rakieta »

Offline matheavyk

  • Użytkownik

# Styczeń 23, 2017, 21:33:09
O, jaki fajny temat się zrobił - jak będę miał czas to dokładnie przeczytam wszystkie posty:).

Ciekawi mnie jednak, dlaczego uważacie (oprócz Vaulta), że zaprzestanie jedzenia i śmierć głodowa jest gorsza niż wzięcie się w garść, przypuszczalnie wbrew sobie? Nie sądzę, żebyście wiedzieli, który sposób przeżycia życia jest lepszy lub gorszy, bo nikt tego nie wie. Ja nie narzucałbym nikomu bezpodstawnie swojego sposobu myślenia o istnieniu.
Patrząc z ludzkiej perspektywy powyższe zdania zapewne wydawać się będą absurdalne, ale zakładam, że ta dyskusja wykroczyła już poza pewien przyjęty kanon "poprawnego" patrzenia na życie (i bardzo dobrze).

Na marginesie: w temacie nie wzięcia się w garść polecam film Leaving Las Vegas, o facecie który nie wziął się w garść i moim zdaniem słusznie postąpił. (jakby co, to jest topowy film ze świetną oskarową rolą, nie jakiś podrzędny ;p).
« Ostatnia zmiana: Styczeń 24, 2017, 04:21:04 wysłana przez matheavyk »

Offline toxic

  • Użytkownik

  • +5
# Styczeń 23, 2017, 22:49:20
A że tak z innej beczki spytam,

Rakieta, z jakiego miasta jesteś?

Bo jeśli dobrze się orientuję, to te większe posiadają biura/powierzchnie do tzw. "coworkingu" (szukalbym takiej frazy w googlu, 'coworking/co-working' - jako wlasnie usluga wynajecia pseudo-biura dla samotnej, niezaleznej osoby). Przykladowo w Gdyni cos takiego jest: http://ppnt.pl/pl/startup/coworking - patrze w cennik i podaja tam:
Ile kosztuje coworking w PPNT?
Oferujemy 2 rodzaje Abonamentów:

Start – 40 godzin za 80,00 zł netto
Up – 160 godzin za 344,00 zł netto
U Ciebie czegoś podobnego nie ma? Bo tak sobie myślę, że 80 zeta + troche automaltretacji przy podpisywaniu umów, a potem hurra: 40 godzinny eksperyment czy to ma sens czy nie. I pewnie po 40h wyjda od razu jednoznaczne wnioski. Ja bym w kazdym razie sprobowal, za 80 zeta eksperyment zmieniajacy diametralnie wydajnosc pracy... Czego chciec wiecej? Chyba ze dochodza jeszcze jakies inne koszta (laptop?) czy coś...

Ot, takie tam przemyslenia, bo w watku nie widze, zeby ktos poruszal temat 'coworkingu' (brzydki obcojezyczny wyraz, czy jest jakiś polski odpowiednik?).

pozdr,
toxic

« Ostatnia zmiana: Styczeń 23, 2017, 22:52:52 wysłana przez toxic »

Offline Rakieta

  • Użytkownik

# Styczeń 24, 2017, 14:58:48
toxic - dzięki. Wiem o coworkingu, więcej, mój bank "niby" oferuje mi darmowe biurko. W Warszawie.

Niestety u mnie dotychczas na stałe była tylko jedna oferta coworkingu, teraz widzę jakieś nowe ogłoszenie na OLX, 12 zł.

Zawsze to jakaś opcja, bo można wynająć takie biurko na kilka dni i się przekonać, czy jakość pracy wzrośnie i pewnie gdy wyjdę na prostą spróbuję. Chociaż i tak liczę, że po prostu pewnego dnia ktoś będzie chciał mi wynająć lokal na miesiąc na próbę. Dziwi mnie, że większość woli rok trzymać lokal pusty niż wynająć na krótki okres. Ale może po prostu nie potrafię jeszcze z nimi rozmawiać i przekonywać do swoich racji ; )

Twoja oferta jest atrakcyjna, niestety u mnie ceny są wyższe:

- biurko na którym nie mógłbym pracować ze strachu o wzrok - 10 zł za godzinę netto, 500 zł za miesiąc,
- pokój oddzielony, gdzie mógłbym sobie postawić laptopa jak chcę - 20 zł za godzinę, 800 zł za miesiąc

Tymczasem cały lokal można wynająć za 400-700 zł netto. No specyficzne miasto. Zapewne za kilka lat będzie więcej tego typu ofert.